Gdzie idzie para i jak ją ustawić podczas ceremonii?
W ślubach kościelnych wiele rzeczy wydaje się oczywistych. Wiadomo, gdzie siedzi para. Wiadomo, gdzie znajduje się ołtarz. Wiadomo też, skąd biorą się dobrze znane sformułowania: „iść do ołtarza”, „prowadzić do ołtarza”, „stanąć przed ołtarzem”.
W ślubach humanistycznych jest inaczej. Nie ma jednego obowiązującego układu. Nie ma ołtarza. Nie ma też gotowego scenariusza przestrzeni, który trzeba powtórzyć bez zmian. I właśnie w tym miejscu pojawia się coś ciekawego: trzeba na nowo nazwać i zaplanować to, co w innych uroczystościach bywa oczywiste.
Dokąd prowadzi się parę, jeśli nie ma ołtarza?
To pytanie pojawia się częściej, niż mogłoby się wydawać. Podczas rozmów o ceremonii para czasem mówi:„Dokąd prowadzi się parę, jeśli nie ma ołtarza?”. Po chwili pojawia się uśmiech i poprawka: „No tak, przecież nie będzie ołtarza”.
To drobna rzecz, ale dobrze pokazuje, że ślub humanistyczny wymaga czasem innego języka. Nie chodzi o to, żeby za wszelką cenę odrzucać znane słowa. Chodzi raczej o to, żeby znaleźć takie określenia, które pasują do charakteru uroczystości.
Można powiedzieć, że para idzie:
- do miejsca ceremonii,
- do przestrzeni przysięgi,
- do kręgu najbliższych,
- do wspólnego początku,
- na kobierzec.
Każde z tych określeń niesie trochę inne znaczenie.

Czym jest kobierzec?
Słowo „kobierzec” brzmi dziś trochę staroświecko, ale ma w sobie piękny obraz. Etymologicznie oznacza dywan. W znaczeniu symbolicznym „wejście na kobierzec” można rozumieć jako wejście w nowy etap życia. Jako rozpoczęcie wspólnej drogi.
Nie musi to być dosłowny dywan rozłożony na środku ogrodu, sali czy leśnej polany. Czasem kobiercem staje się sama przestrzeń ceremonii: wybrane miejsce, kilka krzeseł, kompozycja kwiatów, łuk ślubny, widok za plecami pary. To nie przedmiot jest najważniejszy, ale sens.
Para nie musi „iść do ołtarza”, żeby ten moment miał wagę. Może wejść w miejsce, które zostało stworzone specjalnie dla nich. Do ludzi, którzy są świadkami ich decyzji. Do słów, które za chwilę wypowiedzą.
Ustawienie pary podczas ślubu humanistycznego
Drugim wyzwaniem jest ustawienie pary podczas ceremonii. W ślubach kościelnych sprawa jest zwykle jasna: nowożeńcy siedzą tyłem do gości, twarzą do ołtarza. W ślubach humanistycznych nie musi tak być.
Można wybrać takie ustawienie, które najlepiej pasuje do miejsca, charakteru ceremonii i do samych narzeczonych. Inaczej wygląda ceremonia w ogrodzie, inaczej w sali weselnej, inaczej nad jeziorem, a jeszcze inaczej w niewielkim gronie najbliższych.
Nie ma jednego najlepszego rozwiązania. Są za to warianty, które warto rozważyć.
1. Para ustawiona lekko pod ukosem

Moim ulubionym wariantem jest ten, w którym para siedzi na krzesłach lekko pod ukosem, zwrócona ku sobie. Dzięki temu mogą widzieć swoich gości, ale też patrzeć sobie w oczy. To ustawienie jest bardzo naturalne. Para nie jest odwrócona plecami do wszystkich obecnych, ale też nie stoi jak na scenie. Ma kontakt ze sobą, z celebrantem i z bliskimi.
Celebrant znajduje się wtedy z boku. Nie zasłania pary, a jednocześnie może swobodnie patrzeć zarówno na nich, jak i na gości. Dobrze sprawdza się to zwłaszcza wtedy, gdy ceremonia ma mieć ciepły, osobisty charakter.
2. Para stojąca na środku
Innym rozwiązaniem jest ustawienie pary na środku: na kobiercu, przy łuku ślubnym albo w specjalnie zaaranżowanej przestrzeni ceremonii. Para może wtedy stać, a celebrant znajduje się obok.
To ustawienie daje poczucie większej otwartości. Sprawdza się szczególnie tam, gdzie sama przestrzeń tworzy piękną oprawę: w ogrodzie, plenerze, zabytkowym wnętrzu, na tle lasu, jeziora lub pól.
W tym wariancie para jest bardzo wyraźnie w centrum wydarzenia. Goście dobrze widzą ich twarze, gesty i reakcje.
Trzeba jednak pamiętać o komforcie. Jeśli ceremonia ma być dłuższa albo odbywa się w upalny dzień, warto przewidzieć krzesła lub możliwość swobodnego przestawienia się w trakcie.

3. Ustawienie klasyczne
Wiele par wybiera też wariant najbardziej klasyczny. Siedzą na krzesłach tyłem do gości, przodem do celebranta, który stoi na środku. To rozwiązanie jest najbliższe temu, co znamy z innych uroczystości, dlatego dla niektórych osób bywa po prostu najbardziej naturalne. Daje poczucie porządku i znajomego rytmu.
Może być dobrym wyborem, jeśli para chce zachować bardziej tradycyjny układ ceremonii, ale jednocześnie nadać jej humanistyczną treść.

Celebrant w centrum czy z boku?
W ślubie humanistycznym warto też zastanowić się nad miejscem celebranta. Może stać w centrum, naprzeciwko pary. Wtedy układ jest bardziej klasyczny i formalny. Może też stać z boku. Wtedy para jest mocniej wyeksponowana, a sama ceremonia wygląda bardziej intymnie i naturalnie. Oba rozwiązania są dobre. Wszystko zależy od tego, jaki efekt chce się uzyskać.
Dla mnie ważne jest, żeby celebrant nie „przejmował” przestrzeni. Jego rola polega na prowadzeniu ceremonii, ale centrum tego momentu zawsze należy do pary.

Jak wybrać najlepsze ustawienie?
Najlepiej zacząć od kilku prostych pytań.
- Czy para chce siedzieć, czy stać?
- Czy chce widzieć gości podczas ceremonii?
- Czy ważniejszy jest układ bardziej klasyczny, czy swobodniejszy?
- Czy miejsce ceremonii ma element, który warto wykorzystać jako tło?
- Czy goście będą dobrze widzieć i słyszeć?
- Czy fotograf będzie miał możliwość uchwycenia najważniejszych momentów?
To praktyczne rzeczy, ale mają duże znaczenie. Ustawienie krzeseł, miejsce celebranta czy kierunek, w którym zwrócona jest para, wpływają na atmosferę całej uroczystości.
Czasem wystarczy przesunąć krzesła o kilkadziesiąt centymetrów albo ustawić je pod lekkim kątem, żeby ceremonia stała się bardziej otwarta i bliższa.
Nie ma jednej właściwej odpowiedzi
- Para może stać albo siedzieć.
- Może być zwrócona przodem do gości, lekko bokiem albo bardziej klasycznie.
- Celebrant może być w centrum albo z boku.
Można wejść „na kobierzec”, „do miejsca ceremonii”, „do przestrzeni przysięgi” albo po prostu do wybranego miejsca, w którym za chwilę padną ważne słowa.
W ślubie humanistycznym nie chodzi o odtwarzanie gotowego układu. Chodzi o stworzenie takiej przestrzeni, w której para czuje się dobrze. Bo to oni najlepiej wiedzą, jak chcą przeżyć ten moment.
Śluby humanistyczne prowadzę między innymi w Warszawie, województwie mazowieckim i województwie lubelskim. Dojeżdżam także w inne miejsca w Polsce, jeśli para chce stworzyć uroczystość w wybranej przez siebie przestrzeni.
Może to być ogród, sala weselna, rodzinne siedlisko, plener nad wodą, pałac, stodoła, las albo inne miejsce, które ma dla pary znaczenie.
Najważniejsze jest nie to, czy jest tam ołtarz. Najważniejsze jest to, czy ta przestrzeń pozwala powiedzieć: to jest nasze miejsce, nasz moment i nasz początek.
